Ostatnia kampania do Parlamentu Europejskiego

Parlament Europejski ma mechanizmy obronne, do których należy m.in. koncyliacyjny sposób podejmowania decyzji. Ugrupowania skrajne nie będą w stanie wpłynąć w znaczący sposób na kształt legislacji. Będą natomiast dobrze słyszalne, próbując na wyrazistości poglądów zbudować kapitał polityczny. Niemniej jednak zjawisko ekstremizmu politycznego zacznie być coraz silniej obecne w Parlamencie Europejskim, zajmując przestrzeń publiczną i absorbując swoją postawą partie głównego nurtu politycznego.

Ostatnia kampania do Parlamentu Europejskiego potwierdziła, że w skali europejskiej zanika znaczenie podziału na partie prawicowe i lewicowe. Irlandzki rząd prawicowy domaga się deklaracji na temat praw pracowniczych w celu skłonienia społeczeństwa do poparcia Traktatu z Lizbony, a skandynawska lewica jest tradycyjnie bardziej otwarta na globalizację i wzmacnianie konkurencyjności od prawicy z europejskiego Południa. Tak specyficznie wyrażana „jedność w różnorodności” z jednej strony utrudnia znalezienie wspólnego mianownika, ale z drugiej może ułatwić budowanie partii prawdziwie paneuropejskich, które skoncentrowałyby się na tworzonym od podstaw, jednolitym programie.

Polski wynik wyborczy z 2009 r. jest zasadniczo odmienny od rezultatu pierwszego w naszym kraju głosowania do Parlamentu Europejskiego z 2004 r. Przede wszystkim oznacza on stabilizację, utrwala scenę polityczną i promuje rządzącą Platformę Obywatelską. Polscy posłowie będą dyspono- wać silną reprezentacją w Europejskiej Partii Ludowej, w której Platforma Obywatelska i PSL staną się jednym z rozgrywających. Wynik w Polsce wyróżnia się na tle rezultatów wyborów w większości państw europejskich, gdzie w związku z kryzysem gospodarczym koalicje rządzące otrzymały od wyborców „żółtą kartkę”. Ponadto w Polsce odrzucone zostały wszystkie skrajności, w tym te, które wprowadziliśmy do Parlamentu Europejskiego w 2004 r. Nieobecna będzie eurosceptyczna Liga Polskich Rodzin, która wówczas zdobyła drugą pozycję i była częściowo przynajmniej naszą twarzą w Parlamencie Europejskim. W Strasburgu i Brukseli nie będzie także Samoobrony. Poprawiła się nieznacznie frekwencja, w czym zapewne pomogła obchodzona zaledwie trzy dni wcześniej rocznica wprowadzenia demokracji w 1989 r.

Wybory do Parlamentu Europejskiego nominalnie mają charakter europejski

Wybory do Parlamentu Europejskiego nominalnie mają charakter europejski, ale w praktyce są takimi jedynie w niewielkim stopniu. Można je porównać do wirtualnych wyborów krajowych. Problem ten ma swoją genezę i wynika z wadliwego kodu genetycznego Parlamentu Europejskiego, będącego rezultatem wielkiego kompromisu politycznego, na którym oparta jest Unia. Mamy w niej bowiem z jednej strony procesy ponadnarodowe, a z drugiej konsekwentne pielęgnowanie narodowych tożsamości politycznych.

Parlament Europejski jest próbą udowodnienia, że system demokratyczny nie musi funkcjonować na podstawie struktur państwa narodowego i istniejącego demosu. Gdyby tak było, wówczas Unia Europejska skazana byłaby na funkcjonowanie w warunkach deficytu demokracji. Tymczasem Unia jest demokracją bez demosu, z demosem w fazie tworzenia albo jeszcze inaczej – z demosem aspiracyjnym. Jakkolwiek postrzegany, jest on częścią zaniechanej agendy europejskiej. Pomimo najważniejszego prawdopodobnie stwierdzenia Monneta, „my nie tworzymy koalicji państw, my łączymy ludzi”, zawsze był tematem tabu. Poniekąd dlatego niewiele zrobiono, aby wzmacniać tożsamość europejską. Kompetencje Unii Europejskiej w obszarze kultury czy edukacji są śladowe, a bez nich nie da się wpłynąć na sposób postrzegania zjawisk przez obywateli oraz na zakres ich interakcji.

Leave a Reply