Wybory 2009 – dokąd zmierza Parlament Europejski?

Jest paradoksem, że największa na świecie innowacja w obszarze ponadnarodowej demokracji przedstawicielskiej, czyli Parlament Europejski, cieszy się nikłym zainteresowaniem opinii publicznej na kontynencie, który demokrację uważa za jeden z najważniejszych przejawów swojej tożsamości politycznej. Od 62% w 1979 roku, przez 59% w 1984 roku, 58% w 1989, 56,5% w 1994,49,5% w 1999 roku, 45,5% w 2004 roku do 43% w 2009 roku, głosowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego staje się rytuałem coraz węższego kręgu Europejczyków. Zawsze można argumentować, że absencja wyborcza jest świadomym wyborem, wartym tyle samo, co aktywny udział w akcie głosowania. Bezsprzecznie jednak każdy demokrata odczuwa większy komfort, mając do czynienia z silnym mandatem społecznym i wysokim poziomem identyfikacji wyborców z instytucjami przedstawicielskimi. Z drugiej strony nie jest wykluczone, że pułap frekwencji w wyborach do Parlamentu Europejskiego zbliża się do swojego naturalnego poziomu, będącego nieuchronnie poniżej poziomów narodowych, ale zapewniającego przyzwoity zakres legitymizacji. Oznacza to jednak, że coraz trudniej jest nazwać Unię Europejską demokracją w procesie stawania się. Jeszcze niedawno temu wydawało się, że to właśnie demokracja europejska stanie się wyróżnikiem i siłą napędową procesu integracji, a Unia Europejska miała szansę stać się demokracją bezpaństwową. Dzisiaj wiadomo, że scenariusz ten jest bardzo odległy.

Leave a Reply